FOTOCZEWA

Serwis fotoreportersko-prasowy. Niezależni, niepoprawni, niepokorni

Sport

Marcin Szymański: W 2021 roku będę jeździł w barwach czerwono – żółtych (wywiad)

foto: Marcin Biś

Po siedmiu latach Marcin Szymański opuszcza drużynę Lwy Avia Częstochowa. O dalszych planach na przyszłość oraz najlepszych chwilach spędzonych w Częstochowie „Martinez” opowiedział Naszej redakcji.

Wróbelki w Częstochowie ćwierkają, że jest to Twój ostatni sezon w barwach Lwów Avia Częstochowa. Czy potwierdzasz ten fakt ?

Nie wiem czy ostatni, ale na pewno w sezonie 2021 planuję zmianę.

Czy jest to ostateczna decyzja ? Wszak już raz w 2016 roku żegnałeś się z Częstochową, ale zmieniłeś zdanie i zostałeś ?

Decyzja jest podjęta. Jeśli wszystko ułoży się tak jak na tą chwilę to przeprowadzka bliżej domu jest już pewna.

Decyzja o opuszczeniu Klubu chyba nie była łatwa ?

Nigdy nie jest łatwa kiedy czujesz się w danym miejscu jak w domu. 7 lat spędzonych w Lwach zawsze będę wspominał bardzo dobrze.

Zaangażowałeś się w reaktywację speedrowera we Wrocławiu, czy w przyszłym sezonie będziesz reprezentował barwy Szarży  Wrocław ?

Ogień reaktywacji rozpalił Adrian Kocur i to dzięki niemu, jego wielkiemu zaangażowaniu możemy znów cieszyć się speedrowerem we Wrocławiu. Ma w sobie bardzo dużo pasji i konsekwentnie realizuje swoje pomysły. Nie rzuca słów na wiatr. Choć przyznam, że w tym całym przedsięwzięciu ma (mamy) sporo kłód pod nogami. Ja pomagam w wielu kwestiach, jestem (czuję się) doradcą. Adrian nie jest sam. Mamy dookoła też sporą grupę sympatyków speedrowera, którzy są bardzo zaangażowani w powstawanie klubu SZARŻY WROCŁAW.

Tak, będę jeździł w barwach czerwono – żółtych.

Czy Szarża  Wrocław w przyszłym sezonie wystartuje w CS Superlidze, czy jest jeszcze na to za wcześnie ?

Tak, zamierzamy wystartować w najwyższej lidze.

W Częstochowie spędziłeś siedem lat osiągając w tym czasie wiele sukcesów zarówno indywidualnych, jak i drużynowych. Jakie chwile wspominasz najchętniej ?

Jest ich wiele. Przede wszystkim największy sukces klubu czyli złoto w Klubowych Mistrzostwach Europy – Wolverhampton 2018. Uśmiech na naszych twarzach zagościł na długo po tym sukcesie. Notabene wciąż jesteśmy najlepsi w Europie!

Pamiętam bieg dodatkowy o złoto w Drużynowym Pucharze Polski – Leszno 2014. Po zwycięstwie można było poczuć ducha zespołu.

Nigdy nie zapomnę wyjazdu na Mistrzostwa Świata do Anglii w roku 2015….kamperem. Warto było ścigać się przez 20 lat dla takiego doświadczenia (śmiech)

Indywidualne Mistrzostwa Europy – Częstochowa 2018. Nawet po upadku w pierwszym biegu czułem, że to miejsce jak i ludzie są mi życzliwi. Ta mieszanka pozytywnych fluidów poniosła mnie na sam szczyt. Przypomniałem sobie mój pierwszy tytuł (także dla Polski) Indywidualnego Mistrza Świata w 2007 roku. Też Częstochowa. Też upadek w pierwszym biegu. To miejsce jest dla mnie magiczne!

Już na zawsze utkwi mi w pamięci atmosfera wielkiej przyjaźni i życzliwości na kolejne lata gdy w roku 2016 żegnałem się z klubem. Pan Janusz Danek, Trener Tomek Pokorski, koledzy z drużyny jak i inni przyjaciele klubu zachowali się bardzo elegancko, z sympatią mimo dezaprobaty do mojej decyzji. Finalnie do zmiany barw klubowych wtedy nie doszło, ale ja miałem poczucie, że zostaje na kolejne lata w klubie przyjaźnie do mnie nastawionych ludzi.

Z wielką sympatią wspominał też będę po prostu zwyczajne sytuacje jak doping kibiców, upadki i wzloty sportowe czy niegasnącą pasję do speedrowera Prezesa Klubu – Pana Janusza Danka.

Gdy trafiłeś do Lwów spodziewałeś się, że spędzisz w Częstochowie tyle lat ?

Po pierwszym sezonie wiedziałem, że jeśli nie pojawi się ktoś taki jak Adrian Kocur to na długo zagoszczę w klubie spod Jasnej Góry. Po paru latach zastanawiałem się nad zmianą klubu bliżej domu by skrócić czas dojazdów na mecze, ale ostatecznie perspektywa dobrej atmosfery w klubie zwyciężyła.

Chcesz coś powiedzieć na pożegnanie kibicom z Częstochowy ?

Dziękuję za doping przez te wszystkie lata jazdy z lwem na piersi. Życzę Wam wielu sukcesów, przyjemności z kibicowania swojej drużynie i wzniosłych chwil, które na pewno się pojawią. Do zobaczenia.

Rozmawiał: Marcin Biś