Aleje – tu dzieje się: projektowanie pod prezentację – FOTOCZEWA

Aleje – tu dzieje się: projektowanie pod prezentację

II Aleja NMP
II Aleja NMP

Kolejna odsłona „narzekania na Aleje”. Tym razem czytelnik dowie się, jaka jest przyczyna większości wykroczeń drogowych popełnianych w alei NMP, bo niekiedy są one popełniane nieintencjonalnie

Kiedyś przestrzeń projektowali urbaniści i była ona funkcjonalna dla wszystkich. Dziś robią to drogowcy. Skutek? Aleje projektowano, jako inwestycję drogową i w efekcie niemal cała szerokość służy głównie samochodom.

Koncepcje pierwotne

Aleja Najświętszej Marii Panny została wyremontowana w dwu etapach. Z założenia miała być reprezentacyjną arterią przeznaczoną dla pieszych oraz komunikacji miejskiej, jednak silny opór lobby samochodowego schodzący się w czasie ze słabnącą stanowczością prezydenta Tadeusza Wrony skutkował zmianami w ostatecznym rozstrzygnięciu.

Tym samym III Aleja była otwarta częściowo i sezonowo (jak na uwarunkowania ofertowe to dobre rozwiązanie), ale przygotowywane do remontu części I i II miały być przez cały rok zamknięte dla kołowego ruchu indywidualnego z preferencją dla komunikacji miejskiej oraz dopuszczeniem dla służb technicznych i mieszkańców nie mogących wjechać na posesje od tyłu. Nowy magistrat wpuścił samochody we wszystkie części.

Ładny projekt drogowy

Idea zamknięcia dla ruchu nie powinna dziwić w XXI wieku w mieście, którego mieszkańcy rzekomo tak silnie aspirują do przynależności do wspólnoty europejskiej, gdzie takie rozwiązania są cywilizacyjną normą. Nie będziemy punktować rusyfikacji Alej poprzez wpuszczenie w nie pełnego ruchu kołowego, bo o tym napisaliśmy już wcześniej wiele razy.

Zwróćmy tym razem uwagę na to, co piesi mają pod nogami, a samochody pod kołami oraz niekiedy na karoserii. To aranżacja przestrzeni.

Nie chcemy ujmować autorom, ale gdyby przebudowę Alej projektował urbanista i w dodatku taki, który faktycznie ma coś do powiedzenia, to zgadywać by można, że nowe Aleje nie wyglądałyby tak, jakie znamy obecnie. Autor zrealizowanej koncepcji po prostu wyrysował to, co istniało już wcześniej, zastąpił jedynie asfalt oraz beton kamieniem.

Ładne z góry

W epoce tanich dronów, na których zakup może sobie pozwolić coraz więcej osób, nie trudno jest o lotniczą fotografię Alej wykonaną idealnie w rzucie prostym, albo nawet pod kątem. W każdym z tych ujęć Aleje wyglądają ślicznie. Rysunki nawierzchni ładnie komponują się same ze sobą tworząc w miarę harmonijny układ figur geometrycznych.

Plac Biegańskiego koresponduje ze stylistyką Alej. Mało tego: projektant przedstawiający koncepcję planowanego jeszcze remontu prezentując szczegóły zwrócił uwagę np. na halogenki wpuszczone w płytę placu, które – a jakżeby inaczej – obserwowane od góry tworzyć mają kształt wybranych konstelacji gwiezdnych. Mowa o tych światełkach, które w międzyczasie zdążyły się już zepsuć pod wpływem jeżdżących samochodów i warunków atmosferycznych, a dziś są jedynie dziurami zasypanymi piachem naniesionym przez wiatr i deszcze.

Aleje i plac Biegańskiego zostały zaprojektowane tak, aby ładnie wyglądały z góry – wyrysowane na planszy dla potrzeb medialnej prezentacji. A funkcjonalnie zaś…

Na dole chaos

Aleje pod względem funkcjonalnym są przestrzennym koszmarkiem. Wyrysowano ciągi jezdne pierwotnie przeznaczone dla autobusów oraz resztę przestrzeni dla pieszych. Być może to sprawdziłoby się, gdyby osoby do tego nieproszone nie mieszały w Alejach, bo autobus wjechałby i wyjechał zostawiając kolejny tłumek ludzi. Jednak kiedy do tak zaprojektowanej przestrzeni wpuszczono każdego z samochodem, powstał chaos.

Nawierzchnia przeznaczona do jazdy wyraźnie różni się od chodników, jednak chodniki niczym nie różnią się od nawierzchni przeznaczonej do parkowania i do jazdy. To nie pomyłka. W idealnej harmonii kratek i zygzaków nie wyznaczono jezdni ulic faktycznie krzyżujących się z Alejami, a więc Stryjeńskiej, POW, czy mającej powstać w przyszłości Kossak-Szczuckiej. Do tego wyjazdy z bram również mają nawierzchnię chodników, co w normalnych warunkach jest konstrukcją pożądaną, ale w Alejach potęguje chaos.

Nietrudno jest pogubić się na powierzchni tak zdefiniowanej. W tym chaosie porządku mają pilnować liche słupki tak niskie, że nie widać ich z okien współczesnych samochodów. Porządek mają też wyznaczać znaki określające kierunek ruchu i miejsca parkingowe, ale jest ich takie mrowie – zwłaszcza w III Alei – że tworząc szum informacyjny są ignorowane przez kierowców.

W takich warunkach nietrudno jest o pomyłkę, więc nie można arbitralnie wszystkich posądzać o bezczelne celowe naruszanie porządku, choć tacy też pojawiają się w Alejach.

Gdyby zrobił to urbanista

Urbanista spojrzałby na Aleje nie tylko w przestrzeni od krawędzi do krawędzi, a z dużej perspektywy. Zastanowiłby się nad położeniem arterii oraz nad jej funkcją. Następnie poszukałby w przestrzeni dominant (znaczenie tego pojęcia wyjaśniliśmy TUTAJ [KLIK]) bliższych oraz dalekich, bo w obu końcach Alej w perspektywie coś góruje.

Po wszystkim – nie mogąc ingerować w zabytkową zabudowę – wyrysowałby projekt tak, aby zespajał się on z otoczeniem oraz wyraźnie zaznaczył funkcję nowej przestrzeni. Plac Biegańskiego zyskałby nowy kształt i na pewno nie ograniczałby się on do dwu wymiarów.

Gdyby przebudową Alej zajął się mający posłuch urbanista, to żadna władza aktualna ani późniejsza nie miałaby żadnego pola manewru do zmiany przeznaczenia Alej, bo zwyczajnie byłoby to albo niemożliwe, albo po usilnym wdrożeniu karykaturalne.

A tak mamy uniwersalnego potworka służącego do wszystkiego każdemu i w taki sposób, jak akurat mu wiatr zawieje. Do tego kamienną pustynię placu Biegańskiego.

Postulaty – naprawić choć trochę

Zanim doczekamy się decyzji o zamknięciu przestrzeni dla pojazdów indywidualnych, już teraz można tanio uporządkować nieład obserwowany na reprezentacyjnym ciągu miasta.

Na całej długości niewątpliwie trzeba wyraźnie oznaczyć wjazdy do bram, bo ich zastawianie jest plagą. Przy okazji należy ukrócić objeżdżanie słupków i parkowanie na chodniku. Zrealizować można to poprzez ustawienie po bokach wjazdów bramowych np. gazonów wyznaczających granice zatok parkingowych. Z kolei wjeżdżanie na chodniki ograniczyć mogą np. gazony ustawione niejako pośrodku szerokości chodników.

Otwarta część II Alei nieustannie rozjeżdżana jest przez samochody parkujące na chodnikach zarówno na dłużej, jak i „na chwilę bo ja tylko”. Choć w centrum niby europejskiego miasta taki widok powinien razić, to ostatecznie można wyznaczyć od biedy kilka dodatkowych miejsc ograniczonego postoju. Aby nie pozwalać na parkowanie stylem dowolnym, stanowiska postoju równoległego należałoby ograniczyć np. dodatkowymi ławkami przyklejonymi do chodnika i stawionymi plecami do jezdni.

W III Alei problemów jest więcej. Niezdyscyplinowani szoferzy parkują po skosie, mając niesprawne hamulce wjeżdżają głęboko w chodnik, a są i tacy, którzy wjeżdżają pod ściany kamienic. Do tego dochodzi zastawianie bram oraz parkowanie na wysokości przelotek dla pieszych, a nawet do niedawna na pasażu środkowym! To wszystko przeszkadza każdemu normalnemu człowiekowi.

Parkowanie po skosie odbywa się, bo mikre słupeczki i gazony rozstawione są rzadko. Dlatego postulujemy dostawienie dodatkowych gazonów, rowerowych stojaków U-kształtnych oraz ławek ustawionych plecami do jezdni. Objeżdżanie barier można ukrócić poprzez ustawienie gazonów wytyczających wjazdy do bram (i tylko do bram).

W III Alei ciekawym rozwiązaniem byłoby przesunięcie ogrodów gastronomicznych od ścian do brzegów chodników – takie rozwiązania obserwuje się nawet w polskich miastach. Odzyskalibyśmy pierzeje obecnie tracone za sprawą pseudo zabudowy, oraz wyraźnie wyznaczono by granicę miejsc postojowych.

Koszt nieduży, a efekty byłyby spore. Trzeba tylko dobrej woli.

A może zainteresuje Cię coś poniżej?