Grzechy częstochowskich rowerzystów

Rowerzysta – pojęcie ostatnio pejoratywne, nacechowane ideologią. Istota poruszająca się rowerem i nie każda chyba ma świadomość uczestnictwa w ruchu drogowym. Podejmujemy próbę klasyfikacji najczęstszych błędów przezeń popełnianych

Ciąg pieszo-rowerowy

Ciąg pieszo-rowerowy

Wytykając ostatnio różne nieprawidłowości naszą uwagę zwróciliśmy na uczestników ruchu drogowego: kierowców, rowerzystów, pieszych. Gdyby wszyscy korzystali z dróg prawidłowo, to nawet niespecjalnie rzucaliby się w oczy. Jednak wszyscy popełniają błędy, a na nie każdy lubi zwracać uwagę – choćby po to, by je wytknąć. I wytkniemy – zaczynamy od rowerzystów!

Jako, że w świadomości niektórych istnieje pojęcie sezonowości w korzystaniu z rowerów, tak można stwierdzić trwający właśnie sezon rowerowy. Oznacza to wzmożony ruch jednośladów po naszych drogach i uczestnictwo w ruchu „sezonowych” właśnie rowerzystów, co z kolei przekłada się na dość skokowe wzbogacenie języka komentatorskiego w ustach innych uczestników ruchu – także i rowerzystów (dla odmiany: całorocznych).

Oto najbardziej rzucające się w oczy błędy popełniane przez populację użytkowników bicykli. Zaznaczyć na wstępie należy jednak, że ów wykaz rzadko jest wykonywany przez każdego z rowerzystów – jedni popełniają jedne błędy, inni inne. My zebraliśmy je do kupy.

Ciemność widzę

Kolizja | fot. © M.Jagusiak

Kolizja | fot. © M.Jagusiak

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to brak widoczności roweru. Najbardziej karygodnym jest poruszanie się bez oświetlenia, co nie wymaga żadnego komentarza – głupców wszakże nie sieją, bo rodzą się sami i zapewne intensywnie pracują nad szybkim z tego świata zejściem.

Naszą uwagę zwróciliśmy na tych, którzy udają oświetlenie swojego pojazdu. Zakładają jakieś punkty świetlne zasilane ogniwami pastylkowymi i świecą nimi do ostatniego luxa. Widoczność tak wyposażonego pojazdu po zmroku jest wykluczona. Podobnie rzecz się ma z lampkami montowanymi do sztycy siodła – wystarczy, aby rowerzysta założył długą kurtkę i lampki nie widać.

Odwrotnością są rowery oświetlone przesadnie, czyli z lampami operacyjnymi godnymi stadionu lub innymi urządzeniami bazującymi na diodach COB emitującymi światło pod kątem nawet 170 stopni i skutecznie oślepiającymi innych uczestników ruchu.

Prawo? Lewo? Tajne!

Częstochowski Rower Miejski

Jeśli o światłach rzecz – naturalnie rowery nie posiadają kierunkowskazów (drobne wyjątki dostępne na rynku nie nadają się do użycia). Kierujący rowerem powinien więc informować innych o zamiarze zmiany kierunku jazdy lub pasa ruchu. A czy informuje? Z naszych własnych obserwacji prowadzonych na drogach konkludujemy, że niezmiernie rzadko.

Rower przez wielu – zwłaszcza przez sezonowców – traktowany jest jak pojazd zwinny mogący szybko zmienić kierunek, więc nawet pojęcie pasa ruchu dla wielu nie istnieje. Jeśli skręcają, to znienacka i nawet nie pofatygują się o zbliżenie toru jazdy do krawędzi pasa zgodnie ze spodziewanym kierunkiem jazdy.

A rowerzysta MUSI wydawać znaki:

  • skręcam w lewo – ramię wystawione w lewo
  • skręcam w prawo – ramię wystawione w prawo
  • zwalniam, zatrzymuję się – ramię podniesione ku górze
  • uwaga na niebezpieczeństwo – machanie ręką po skosie w dół w kierunku przeszkody

Dodatkowo wypadałoby nawet w czasie jazdy drogą rowerową zbliżyć się do krawędzi swojego pasa ruchu. Jeśli nie ma namalowanych linii, to do teoretycznego środka drogi rowerowej (skręt w lewo) lub do prawej krawędzi (skręt w prawo). W przypadku poruszania się jezdnią taka jazda jest obligatoryjna!

Jazda ławą

przejazd rowerowy

przejazd rowerowy

Trudno jednak wymagać poruszania się analogicznie do ruchu samochodami, kiedy pojęcie strony jazdy jest dla wielu pojęciem abstrakcyjnym. Wielu rowerzystów jedzie więc stroną dowolną – bo przecież „to tylko rower”.

Silnego wzburzenia autor tekstu doznaje na skrzyżowaniach, kiedy rowerzyści dojeżdżają do miejsca przez nimi – drogowcy mówią o strefach kumulacji, w których zbierają się pojazdy oczekujące na zielone światło. W przypadku samochodów, to pas ruchu przed sygnalizatorem, zaś w przypadku rowerów… Tutaj można załamać ręce. Rowerzyści zbierają się na całej szerokości dostępnej im drogi – a więc zatrzymują się również po lewej stronie np. drogi rowerowej. I spod świateł ruszają takie ławy naprzeciw siebie i ścierają się, niczym jazda konna w czasie dawnych bitew rycerskich.

W tym miejscu napominamy – dojeżdżając do przejazdu rowerowego zatrzymaj się za poprzedzającym Cię rowerzystą. Po takim manewrze można rozpoznać rowerzystę całorocznego.

W przypadku poruszania się jezdnią można zatrzymywać się na całej szerokości zajmowanego pasa, ALE: w przypadku poruszania się parami i to pod warunkiem niestwarzania utrudnienia w ruchu. O śluzach nie napiszemy, bo polscy zarządcy dróg w zasadzie ich unikają i patrząc na dokonania wyżej opisane to może nawet lepiej… Jeśli jedziesz sam, to możesz zatrzymać się na środku pasa – prawodawca zabezpieczył tym możliwość bezpiecznego opuszczenia sygnalizatora.

Gdzie się da, bo się da

Pas rowerowy, ul.Sejmowa

Pas rowerowy, ul.Sejmowa

Wielu traktuje rowery, jako jeździdła umożliwiające szybkie przemieszczanie się w całej dostępnej przestrzeni. Oznacza to na przykład jazdę chodnikiem na długich dystansach – o mordercze myśli przyprawiają bezczelni pseudo rowerzyści korzystający przy tym z dzwonków.

Wielu kierowców narzeka na rowerzystów korzystających wbrew prawu z jedni w przypadku wytyczonych obok dróg rowerowych. Pomijamy aspekt praktyczny, bo w częstochowskich realiach niekiedy to jezdnia jest bezpieczniejsza oraz faktem jest, że na wiele dróg nie da się wjechać gdzieś przy okazji, bo te niekiedy mają początek „hen gdzieś tam”. Chodzi o poruszanie się jednią z premedytacją. No cóż – dura lex sed lex i z dróg dla rowerów korzystać po prostu trzeba.

Bywa jednak, że rowerzyści korzystają z takich dróg bez pojęcia – o poruszaniu się całą szerokością już napisaliśmy. W tym miejscu przytoczymy przykład zaobserwowany na ul.Kopernika, gdzie grupa rowerzystów jechała pasem rowerowym pod prąd – obowiązuje kierunek od Pułaskiego do Śląskiej, w drugą zaś stronę obowiązuje poruszanie się normalnym pasem ruchu na jezdni.

Objeżdżanie pieszych

Rowery w Częstochowie

Rowery w Częstochowie

O poruszaniu się chodnikiem już napisaliśmy i potępiliśmy. Na tynfa w nos zasługuje każdy, kto przy jeździe chodnikiem dzwoni na pieszych. Dodatkowo potępiamy szybką jazdę bez przewidywania zachowań pieszych, czy towarzyszącą temu dynamiczną zmianę kierunków.

Kiedy drogowcy wyznaczają ciągi pieszo-rowerowe, to należy pamiętać o hierarchii pierwszeństwa – to przypisane jest zawsze pieszemu! Jeśli więc kilku idzie obok siebie, to rowerzysta musi grzecznie za nimi jechać, ale może o przepuszczenie poprosić. I znowu – za dzwonek piącha w nos.

Poprzeczny ruch pieszych, to kolejny punkt „grzeszny”. Kiedy przez drogę rowerową wytyczone jest przejście dla pieszych, lub ciąg pieszo-rowerowy przecięty jest poprzecznym ruchem pieszym (np. okolice przejść dla pieszych w al.NMP), to rowerzysta MUSI pieszych przepuścić. W rzeczywistości piesi są objeżdżani niczym pachołki na torze przeszkód.

Brak nadkoli i fartuchów

Nadal można odnieść wrażenie, że najpopularniejszą odmianą roweru jest górski – to pokłosie posunięć sklepów wielkopowierzchniowych. Rowery tanie oraz te najdroższe sprzedawane są bez nadkoli i przypiętych do nich fartuchów. Jazda takim rowerem po lub w czasie deszczu oznacza chlapanie wodą lub madą dookoła choćby przez rozbryzgiwanie tychże przez wirujące koła.

Przejeżdżanie obok pieszych w takich realiach kończy się ochlapaniem. Grzechy rowerzystów w tym przypadku, to

  • jazda bez nadkoli – bezrefleksyjne korzystanie z roweru w stanie nabytym lub unikanie montażu z błahych przyczyn estetycznych
  • szybka jazda – wielu mija lub wyprzedza pieszych bez zmniejszenia prędkości, zamiast spowolnić celem zmniejszenia zjawiska rozbryzgu.

Podzielone środowisko

Afisz kampanii "150cm dla rowerzysty"

Afisz kampanii „150cm dla rowerzysty”

Częstochowska infrastruktura rowerowa jest wadliwa. W wielu miejscach ściśnięto pieszych i rowerzystów poprzez wytyczenie obok siebie wąskiego chodnika i drogi rowerowej (np. al.Wolności). Wiele ciągów pieszo-rowerowych lub starych dróg rowerowych nie nadaje się do jazdy z powodu zużycia. Bywają też miejsca, gdzie jezdnia jest bezpieczniejszą dla takich dróg alternatywą. Wypadałoby więc zjednoczyć się i postulować konstruktywnie zmiany. Jak jest?

W Częstochowie rowerzyści posiadają swoje środowiska, ale każdy urzędnik powie, że są one skonfliktowane. Wyróżnić można dwa nurty, które wyklarowały się na przestrzeni ostatnich lat – legalistyczne postulujące niekiedy przesadnie wdrożenie rozwiązań modelowych bez cienia kompromisu (im zawdzięczamy tzw. standardy rowerowe i drogi rowerowe z asfaltu) oraz polityczno-biznesowe inicjujące imprezy, przy których mogą pokazać się politycy z Prezydentem na czele i reprezentujące dość swobodne podejście do projektowania dróg rowerowych (sympatyzować mogą z nimi chodnikowcy unikający jazdy po jezdni). Nie raz bywało, że środowiska te postulowały odmienne rozwiązania rozpatrywanych inwestycji lub koncepcji. Wadą takiego podziału jest umożliwienie zarządcy drogi dokonania wyboru wdrażanych rozwiązań ze wskazaniem na wygodniejsze dla prosamochodowego MZDiT.

* * *

W kolejnych publikacjach dokonamy przeglądu przewinień częstochowskich pieszych, kierowców oraz drogowców. Zachęcamy również do dyskusji poprzez wysyłanie na adres mejlowy odniesień do podnoszonych kwestii. Adres w stosownej zakładce.

A może zainteresuje Cię coś poniżej?