Nie taki Papież drogi, jak go kreują

Pielgrzymka - fot. M. Biś
Pielgrzymka - fot. M. Biś

W odpowiedzi na wiele powątpiewań w słuszność aranżacji wizyty Papieża Franciszka w Częstochowie pod kątem nakładów finansowych poniesionych przez miasto zapytaliśmy o faktyczny koszt przedsięwzięcia. Okazuje się, że nie są one aż tak duże

klasztor oo.Paulinów na Jasnej Górze

klasztor oo.Paulinów na Jasnej Górze

„Po co nam to?”, „Ile miasto dołoży?”, „Czemu Kościół za to nie zapłaci?”, „Dlaczego my mamy się do tego dokładać?” – te i wiele podobnie brzmiących pytań krąży nerwowo między pasażerami komunikacji, paniami w kolejkach sklepowych, forowiczami różnych platform wymiany myśli.

Pytania te mogą być ze wszech miar słuszne, bo autonomiczna instytucja – Kościół Rzymskokatolicki – organizuje w Częstochowie jubileusz MML rocznicy chrztu Polski korelujący z równolegle trwającymi obchodami Światowych Dni Młodzieży odbywającymi się w Krakowie. Stojący na czele tego drugiego święta Papież Franciszek wizytując młodych w Małopolsce odwiedzi także klasztor oo. Paulinów na Jasnej Górze po drugiej stronie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Z tego tytułu do naszego miasta mają za nim podążyć wierni w prognozowanej ilości około dwu milionów. Taka swoista inwazja musi skutkować nakładami na bezpieczeństwo, które należy zapewnić także dlatego, że w Europie szaleje terroryzm w wykonaniu przedstawicieli „niekompatybilnego z Europejskim” systemu kulturowego. Nakłady te poniesie miasto – w prostym przekładzie.

Nie jesteśmy osamotnieni

Wielu nawoływało, aby ojcowie z klasztoru dołożyli się do kosztów poniesionych przez mieszkańców na rzecz jego gości. Okazuje się, że klasztor partycypuje w kosztach – według ustaleń naszego dziennikarza, ojcowie Paulini dołożyli 48 tys. złotych do wkładu własnego w funkcjonowanie pięciu telebimów stojących w obrębie błoni: – Działanie pozostałych pięciu dofinansuje miasto – poinformował w korespondencji z red. Bisiem rzecznik Urzędu Miasta Włodzimierz Tutaj.

Dodał jednocześnie, że miasto ponosi zaledwie 20% kosztów kwalifikowanych: – Zasada jest taka, że dotacja wojewody ma wynosić do 80% kosztów wydatków miasta, uznanych za związane bezpośrednio z organizacją uroczystości 28 lipca. Te kwoty mogą się jeszcze nieco zmieniać, z uwagi na trwające na bieżąco uzgodnienia na linii Urząd Miasta – Urząd Wojewódzki – oznajmił.

Warto zauważyć, że telebimy będą pełniły funkcję „rozrywkową” (transmisja wydarzeń z ołtarza) tylko w czasie „czuwania”. Kiedy – odpukać! – zaistnieje jakiekolwiek zagrożenie bezpieczeństwa, miejski sztab bezpieczeństwa natychmiast przejmie wszystkie ekrany, na których będzie emitował informacje dotyczące zachowania, dróg ewakuacji i informacje bieżące. Taki powiew nowoczesności na naszym podwórku.

Taniej, niż nasze własne?

Ile więc zainwestuje miasto w całą imprezę?

– Ogólnie dotacja wojewody na zadania realizowane przez miasto w ramach organizacji wizyty papieża ma wynieść według obecnej wiedzy nieco ponad 2 mln zł (obejmuje zadania związane z zabezpieczeniem komunalnym, porządkowym, zadaniami informacyjnymi, bezpieczeństwem drogowym, poprawą bezpieczeństwa, systemem zagospodarowania odpadów). Wkład własny miasta w zakresie tych zadań wyniesie ponad pół miliona złotych – wyliczył Tutaj.

Do tego dochodzą jeszcze koszty własne funkcjonowania jednostek budżetowych gminy: – Poza tą pulą są środki na zabezpieczenie medyczne, którego ważnym elementem będą także jednostki miejskie (Stacja Pogotowia Ratunkowego, Miejski Szpital Zespolony). Pogotowie i szpital występowały o zwiększenie planowanych pierwotnie kwot dotacji, tak, aby pokrywała ona w większym stopniu spodziewane faktyczne wydatki/straty tych jednostek, związane z obsługą uroczystości 28 lipca. Szczegóły najlepiej znają szefowie obu jednostek. Także poza wspomnianym budżetem (2,5 mln zł) są także dodatkowe środki niezbędne częstochowskim służbom państwowym, w tym policji i straży pożarnej, związane z organizacją wizyty papieża Franciszka – sprecyzował rzecznik magistratu.

Pół miliona złotych – pytanie brzmi: Czy to dużo? Niezgodnie ze sztuką dziennikarską, a więc subiektywnie, można pokusić się o arbitralne stwierdzenie, że nie. Wypadałoby w tym miejscu zapytać: Ile kosztują przedsięwzięcia związane z promocją miasta i aktywizacją wymierających obszarów, jak program „Aleje! Tu się dzieje!”. Po zasięgnięciu tych informacji należałoby zestawić koszty obu przedsięwzięć i zapytać dalej: Co odniesie większy skutek promocyjny? Odpowiedź potrafi podać każdy – pierwsze.

Popamiętają goście, my także

Przybywająca licznie do miasta młodzież już tu w dużej części jest. Łatwo domyślić się, że te młode niespokojne dusze nie siedzą cały czas na stancjach modląc się, a eksplorują nasze ulice, odwiedzają atrakcyjne wizualnie kawiarnie, zakamarki starego miasta, wypełniają III aleję – niestety wespół z placem Biegańskiego reprezentujące dość prowincjonalny, jarmarczny charakter z uwagi na porozstawiane bezładnie samochody. Zwiedzając miasto utrwalą je w swych wspomnieniach i być może jeszcze tu wrócą – prawdopodobnie z wyjątkiem pewnego obywatela Kanady i jego znajomych…

Przy okazji przygotowań do przyjęcia tak licznych gości zainwestowano w bezpieczeństwo i estetykę. Nasz nowy dziennikarz zwiedzając parki podjasnogórskie dopatrzył się nowych kamer na miejskich słupach. Ulica Wyszyńskiego wreszcie jest równa. Wzdłuż Jana Pawła II ciągnie się nowa bariera wygradzająca, która nie straszy agresywną żółcią. Przykłady można mnożyć i trzeba pamiętać, że pielgrzymi ich nie zabiorą ze sobą oraz że prawdopodobnie miasto nie zdobyło by się na ten wysiłek inwestycyjny, gdyby nie wizyta Papieża.

Po Światowych Dniach Młodzieży Częstochowa zachowała – również z dotacji zewnętrznych – między innymi nowe latarnie wzdłuż Jana Pawła II i wzdłuż alei NMP (tak – to jest pamiątka!), czy nawet wzdłuż Promenady, której dzisiaj patronuje Cz.Niemen. Przez wiele lat kilka pokoleń Częstochowian woziło się czterema nowymi autobusami – ostatnie złomowano dopiero w bieżącej dekadzie!

To nie pielgrzymi nas udręczą

Wśród narzekań pojawiają się uwagi dotyczące paraliżu komunikacyjnego na niespotykaną dotąd skalę. Dziennikarka z lokalnej redakcji Gazety Wyborczej próbowała udowodnić w swoim felietonie, że z podobnym paraliżem spotykamy się przy zawodach w bieganiu, czy przy wejściach dużych grup pielgrzymkowych. Otóż nie – teraz zostaną zamknięte na dwa dni całe dwie dzielnice wokół wzgórza. Podobny paraliż miał miejsce w 1991 r., ale wtedy nie było tylu samochodów, co dziś.

Trzeba jednak pamiętać, że to nie Kościół i nie klasztor zamykają nam miasto. To służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo ułatwiły sobie w ten sposób pracę. I nie chodzi o naszą Straż Miejską, a o te centralne.

Pozostaje liczyć, że nikt z mieszkańców Śródmieścia i dz. Podjasnogórskiej nie będzie miał nieprzyjemności w miejscu pracy z powodu niestawienia się lub spóźnienia spowodowanego wykluczeniem komunikacyjnym swojego miejsca zamieszkania. Podobnie z pracownikami obiektów zlokalizowanych w strefach „zero” i „prawie zero”.

Ze swojej strony apelujemy do pracodawców o wyrozumiałość wobec pracowników postawionych przed faktem dokonanym.

Zaciśnijmy zęby i korzystajmy

Mieszkańcom pozostaje życzyć cierpliwości w dniach szczytu oraz spokoju w miejscu zamieszkania. Jeżeli jednak po ulicach krąży tylu młodych obcokrajowców, to może warto wyjść z domu i chociaż spróbować zawrzeć nowe znajomości? Kto wie, co z nich wyniknie? Może kolejna pamiątka nieprzewidziana w planach inwestycyjnych i strategii bezpieczeństwa…?

PODZIEL SIĘ SWOJĄ REFLEKSJĄ

Zobacz też...