Diagnoza społeczna: wyludnianie, migracja, remedium

Ratusz, pl. Biegańskiego
Ratusz, pl. Biegańskiego

Jakiś czas temu w mediach społecznościowych publiczną uwagę przykuł fragment „Diagnozy społecznej”, w którym mowa jest o otwarciu na migrację w obliczu wyludniania miasta, co wzbudziło skojarzenia warunkowane sytuacją w Europie. Autor uspokaja. Jednak my pytamy – kto i po co zechce sprowadzić się do Częstochowy?

foto: Marcin Biś

Urząd Miasta

Kilka tygodni temu w jednym z portali społecznościowych pojawił się fragment dokumentu „Diagnoza społeczno-gospodarcza 2015” z uwypuklonym cytatem: „Samorząd nie dysponuje narzędziami pozwalającymi na realizację polityki skutecznie odwracającej negatywne trendy demograficzne. Wzrost dzietności, z 1,06 obecnie na 2,1, pozwalający uzyskać dodatni przyrost naturalny, wymaga zmian kulturowych: obniżenia średniego wieku zawierania małżeństw, zwiększenia trwałości instytucji rodziny, podejmowania przez kobiety, w wieku nie wyższym niż 24 lata, decyzji o pierwszym dziecku. Tego typu zmian kulturowych nie da się uzyskać poprzez stosowanie bodźców materialnych.

Realniejszą możliwością odwrócenia negatywnych zjawisk demograficznych, blokujących rozwój miasta, jest otwarcie Częstochowy na migrację zewnętrzną” – czytamy.

Zapis w takiej postaci wzbudził wśród komentujących oczywiste skojarzenia związane z tzw. kryzysem imigracyjnym. Prezydent Częstochowy wcześniej publicznie zadeklarował, że decyzję o przyjęciu imigrantów oprze o wolę mieszkańców. Sprawdziliśmy, czy coś się w tej materii zmieniło i o co właściwie chodzi z przedmiotowym cytatem.

Miasto uspokaja

Plac Biegańskiego

Ratusz

Włodzimierz Tutaj z biura prasowego Urzędu Miasta Częstochowy zdecydowanie zaprzeczył takiemu tokowi rozumowania: – Nie ma żadnych nowych faktów w tej sprawie związanych z Częstochową. Były swego czasu wstępne zapytania kierowane do MOPS, informacje o planowanych procedurach, ale sprawa uchodźców jest ciągle zdecydowanie bardziej na poziomie rządowym (ewentualnie urzędu ds. uchodźców) niż samorządowym i to tam należy kierować stosowne zapytania o tryb, terminy i liczby. Prezydent miasta na pewno będzie konsultował się w sprawie uchodźców, jeżeli ten temat będzie dotyczył miasta – podkreślił.

Jednocześnie jeden ze współautorów „Diagnozy” za pośrednictwem biura prasowego wyjaśnił: – Kwestia relokacji uchodźców spoza południowej granicy Europy to temat wykraczający poza problem spraw zawartych w Diagnozie. Powoływanie się na domniemania wynikające z jakiegoś kontekstu, zbliżają zdaniem autorów diagnozy takie rozważania do progu śmieszności – ocenił.

O czym mówi DIAGNOZA?

Korzystając z nieograniczoności naszych łamów przedstawiamy pełne wyjaśnienie autora dokumentu na temat jego przedmiotu oraz kierunków w nim wskazanych. Okazuje się bowiem, że interpretacje rozprzestrzeniające się w komentarzach są błędne, a problem poruszony przez dokument znacznie głębszy.

Opisując problemy społeczne w sposób istotny wpływające na rozwój miasta, nie sposób było pominąć najważniejszego zjawiska: zmniejszania się liczby mieszkańców i starzenia się społeczności. Staraliśmy się w miarę szczegółowo przedstawić związane z tym procesy, a także wynikające z nich konsekwencje. Przytoczony fragment jest integralną częścią tego opisu; być może bez zapoznania się z całością może być nie do końca zrozumiały dla odbiorców.

Zwracamy uwagę na kumulowanie się dwóch zjawisk: ujemnego przyrostu demograficznego, będącego pochodną niskiej dzietności rodzin (1,06 dziecka na statystyczną parę rodziców), oraz ujemnego wskaźnika migracji (więcej osób wyjeżdża na stałe z Częstochowy niż przybywa). Z prostych wskazań matematycznych wynika, że aby uzyskać dodatni przyrost demograficzny, statystyczny współczynnik dzietności w rodzinie powinien być nie mniejszy niż dwoje dzieci na parę rodziców. Niski poziom dzietności, a tym samym ujemny wskaźnik naturalnego przyrostu charakteryzuje całe województwo śląskie (wskaźnik dzietności 1,25). Możemy jednak zaobserwować charakterystyczne różnice: wyższy poziom dzietności  występuje w powiatach ziemskich: rybnicki, pszczyński, mikołowski, bieruński, cieszyński. Najniższa dzietność kumuluje się w ostatnich latach w powiatach miejskich: Dąbrowa Górnicza, Zabrze, Bytom, Sosnowiec, Częstochowa, Gliwice. Nakładając na to inne wskaźniki dotyczące życia rodzinnego (trwałość związków, wiek zawarcia małżeństw, wiek matki przy urodzeniu pierwszego dziecka), dostrzegalna jest istotna zależność. Tam gdzie jest wysoki wskaźnik rozwodów (Sosnowiec, Częstochowa) odnotowujemy niską dzietność. Widoczna jest także różnica wieku osób zawierających małżeństwo: średnio dla kobiet 26,4 lat, dla mężczyzn 28,3; w miastach odpowiednio 26, 8 i 28,7, na wsi 25,1 i  27,2. Na obszarach wiejskich statystyczna dzietność jest większa.

Nie jest to cecha dotycząca tylko województwa śląskiego i tylko ostatnich lat. Takie same zależności statystyczne istnieją w całej Polsce. W większych miastach mniejsza jest statystyczna średnia trwałości związków, późniejszy wiek zawierania małżeństw i mniejsza dzietność w rodzinach. Wyraźnie też ujawniają się różnice kulturowe: lepsze pod tym względem są wskaźniki w regionach, gdzie dominuje tradycyjna kulturowość (podkarpackie, małopolskie). Warto także sięgnąć po dane historyczne; w okresie ostatniego dużego wyżu demograficznego (baby-boom lat 80-tych XX w), średni wiek osób zawierających małżeństwa wynosił ok 24 lat, zdecydowanie mniejszy też był wskaźnik rozwodów.

Analizy statystyczne dotyczące nie tylko Polski (podobne jak wspomniane wyżej zależności występują w większości krajów europejskich) nie potwierdzają skuteczności przeciwdziałania zjawiskom demograficznym za pomocą bodźców materialnych. Zwrócę tu uwagę: niewątpliwie materialny poziom życia, wysokość średniej płacy a także dostępność do opieki przedszkolnej w Gliwicach, Katowicach, Sosnowcu jest wyższa niż w powiecie  cieszyńskim lub bieruńskim, a jednak to w tych biedniejszych powiatach wiejskich dzietność jest wyższa.

Stosowane w innych krajach europejskich programy wsparcia dotacjami (tamtejsze 500+) też przynoszą ograniczony skutek. Zwrócę tu uwagę, ze nie przyniósł znaczącego wpływu na demografię bardzo hojny program społeczny wprowadzany od 2007 r w Rosji przez Putina (dotacja posagowa 34 tys zł na dziecko, zapomogi w wysokości 200 zł dla pierwszego i 400 zł na kolejne dzieci, trzyletni płatny urlop macierzyński i możliwość wsparcia 500 zł na dziecko, gdy jedno z rodziców nie pracuje).

Jeżeli problemy naturalnego przyrostu demograficznego mają charakter kulturowy, to możliwość wpływu na ich zmianę są dość ograniczone. Realniejsze w takiej sytuacje są możliwości  wpływu na procesy związane z migracją. W Diagnozie wskazaliśmy nie tylko dane statystyczne pokazujące wielkość migracji dotykającej naszego miasta, ale także potencjalne kierunki tej migracji. W sensie społecznym najbardziej odczuwalne jest zjawisko migracji uwidaczniającej się w formie „rozlewania” miasta (przeprowadzka z Częstochowy na obszary sąsiadujących gmin). Dochody z PIT wpływają do budżetów gmin miejsca zamieszkania podatnika. Trywialnie ujmując, migracja na sąsiednie obszary powoduje dla Częstochowy odpływ dochodów, przy zachowaniu wydatków (nadal kształcimy dzieci „migrantów”, dbamy o ich możliwości przejazdu przez miasto, o ich leczenie i możliwość korzystania z dobrej oferty kulturalnej). Oczywistym i korzystnym dla Częstochowy jest więc, jeśli nie odwrócenie to przynajmniej zahamowanie tego trendu migracyjnego. Podobnie korzystne jest otwarcie się na migrację z innych ośrodków (położonych dalej od naszego miasta). Przypomnijmy, że Częstochowa, podobnie jak większość dużych miast w Polsce, rozwijała się dzięki napływowi migracyjnemu. W okresie 1880-1910 ludność miasta wzrosła z 18 tys do 70 tys mieszkańców, w tym napływ z zewnątrz stanowił blisko 50% wielkości przyrostu. Ponowny szybki wzrost nastąpił w okresie powojennej industrializacji (ze 112 tys. w 1950 r do 170 tys. w 1962), tu także udział migracji był decydujący.

Innymi słowy dążąc do tworzenia miasta przyjaznego dla ludzi, dającemu każdemu szansę dobrej edukacji i dobrej pracy, możemy odwrócić niekorzystne trendy demograficzne, przynajmniej w zakresie odwrócenia wskaźnika migracyjnego z ujemnego w dodatni.

Co te zapisy oznaczają w praktyce?

Bolączki miasta i mieszkańców:

… ucieka praca

Problem miasta polega na niewystarczającej ilości narodzin oraz wyprowadzaniu się mieszkańców na obrzeża miasta. Przyczyn pierwszego zjawiska upatruje się w warunkach kulturowych – wedle autorów późne wstępowanie w małżeństwa, w dużej mierze nietrwałe, przekłada się na mniejszą ilość dzieci. Ale czy ten mechanizm na pewno jest taki prosty? Autor co prawda ma porównanie z innymi regionami, spośród których te wyróżniające się większą wiernością tradycji cechują się także większą dzietnością, jednak czy to na pewno kultura jest determinantem dzietności?

Późne zakładanie rodzin może mieć swoją przyczynę w trudnościach z ustabilizowaniem życiowym młodych ludzi. Zdemontowany przemysł nie zapewnia nowym uczestnikom rynku pracy zatrudnienia, którego pozostaje szukać w mniejszych zakładach pracy. Te jednak nie gwarantują stabilnych warunków oferując umowy śmieciowe lub wynagrodzenie za pracę oscylujące na minimalnym, narzuconym ustawą progu. Takie warunki nie zachęcają do podejmowania odpowiedzialności za nowonarodzone dziecko, którego utrzymanie kosztuje. Sami autorzy zauważyli, że przyrost populacji w dziejach miasta silnie koreluje z industrializacją.

… uciekają mieszkania

blok

Blok komunalny

Kiedy już uda się zdobyć zatrudnienie, to pozostaje jeszcze dość podstawowa kwestia egzystencjalna – mieszkanie. Częstochowski rynek przestał już oferować stabilne i legalne mieszkania na wynajem rzucając klientów na pastwę lokali czarnorynkowych, w których lokatorzy nie dostaną zameldowania i płacą kilkukrotnie więcej, niż nakazuje prawo. W takich warunkach nie ma mowy o stabilizacji i „wiciu gniazdka”. Spółdzielnie mieszkaniowe wygasają skupiając swoją działalność na utrzymaniu wybudowanych zasobów, z kolei gmina praktycznie w ogóle swoich zasobów nie powiększa (bo czymże jest 36 nowych mieszkań budowanych co kilka lat?) i nie stawia trudności w zbywaniu istniejących lokali komunalnych obecnym lokatorom. To nie są warunki do zakładania rodziny.

Młodym ludziom pozostaje zdać się na stworzony przez banksterów rynek mieszkań do zakupu i spłatę kredytu przez kilka dekad. Rodzina zakładana jest późno i pozostaje jej niewiele środków na utrzymanie. Na drugie dziecko więc zazwyczaj nie ma już czasu i pieniędzy. W powiatach ziemskich młodzi mogą skorzystać z pomocy rodziny, która najczęściej udostępnia część własnej nieruchomości.

… uciekają pieniądze

Tym samym płynnie przechodzimy do problemu zauważonego przez autorów dokumentu, czyli zamieszkiwaniu w miejscowościach satelickich względem Częstochowy. Dzieci zrodzone na tych terenach zasilają już statystyki lokalnych samorządów, ale nie tylko one. Pracujący rodzice płacą swoje podatki w miejscu zamieszkania, czyli w gminach. Na niczym spełzły wysiłki aktywistów chcących wprowadzić sprawiedliwą zasadę w polityce podatkowej, aby podatki płacić w miejscu pracy, a nie miejscu zamieszkania, więc nadal jest tak, że pieniądze wypracowane w Częstochowie wywożone są do miejscowości ościennych. Tymczasem Częstochowa nadal utrzymuje drogi, szkoły i resztę infrastruktury, z której ci ludzie korzystają.

Kto i do czego tu przyjedzie?

Jednym z zaleceń jest zachęcanie do osiedlania się w Częstochowie. Tylko jak? Z czym do ludzi? Po co oni mieliby tu przyjechać? Do czego?

Maszyna do formowania główek zapałek

Maszyna do formowania główek zapałek

Podstawa, to praca. Niby majaczą gdzieś wizje wielkiej reindustrializacji kraju i niby mamy tereny do ponownego zindustrializowania. Tylko kiedy to nastąpi? Niby mamy strefy ekonomiczne, w których przedsiębiorcy mają mniejsze obciążenia i zwyczajnie stać ich na zatrudnianie pracowników. Tylko że zakłady tam hucznie powstające zatrudniają od kilkunastu do maksimum setki pracowników, a bezrobotnych są tysiące. Co jeszcze może zrobić samorząd? Być może zaryzykować i obniżyć obciążenia podatkowe po swojej stronie, ale to za mało. Słusznie powiedział jeden z wolnościowych polityków, że cały kraj powinien być strefą ekonomiczną, bo obecnie funkcjonujące obciążenia nie mają racji bytu – w ostatecznym rozrachunku reglamentują pracę. To już jednak kompetencja Rządu i Parlamentu. Co może zrobić samorząd? Wespół z innymi lobbować, niczym korporacja, za wprowadzeniem korzystnych zmian.

Częstochowa, ul. Mała

Częstochowa, ul. Mała

Mieszkalnictwo – to drugi obszar utrudniający start młodym rodzinom. Nie można bezczynnie stać i patrzeć, jak banksterzy wmawiają ludziom, że jedyną drogą do samodzielności jest zakup lokalu za pożyczone przez nich pieniądze. Co na tym polu może zrobić samorząd? Wiele – od wprowadzenia znaczących obniżek podatków od nieruchomości dla tych właścicieli meldujących swoich lokatorów (więc oferujących legalny czynsz – tzw. regulowany), po wzmożoną politykę inwestycyjną na polu mieszkań komunalnych. We Wiedniu blisko 2/3 wszystkich mieszkań, to lokale komunalne. Samorząd tym samym wykorzystując mechanizm rynkowy zmusza prywatnych właścicieli do obniżenia swoich cen najmu. I młodzi mają gdzie mieszkać. Częstochowa oddaje około 40 mieszkań co kilka lat, a kolejka grubo przekracza tysiąc i nadal rośnie.

foto: Marcin Biś

Komunikacja miejska

Ucieczki poza miasto można upatrywać także w spokoju, który oferują małe miasteczka i wsie. Nie ma tego gwaru ulicznego, jak w mieście. A skąd on się bierze? Z niewydolnej komunikacji miejskiej, która tak na prawdę omija centrum i oferuje nędzne częstotliwości kursów. W efekcie jest daleko i tłoczno. Pasażerowie uciekają do samochodów i pchają się nimi do centrum oraz pobliskich dzielnic, wskutek czego jest głośno, tłocznie i brudno. Jakość komunikacji miejskiej zależy tylko od samorządu, co oznacza, że nie powinna być traktowana po macoszemu, zaś główne wysiłki włodarzy w transport nie powinny iść w udrażnianie ulic dla samochodów, a w promowanie transportu publicznego, jako podstawowego środka lokomocji po mieście. Za tym powinno iść przywrócenie połączeń do centrum oraz zagęszczenie rozkładów jazdy. Pieniądze można zdjąć z bezproduktywnego utrzymywania przeskalowanych jezdni. Samochody przestaną być potrzebne lub ich posiadanie przestanie być wygodne. Znikną więc spod bloków, a dzieci w miejsce niepotrzebnych parkingów odzyskają wykarczowane wcześniej zieleńce i splantowane place zabaw.

Jeżeli w Częstochowie zostaną stworzone warunki do życia, a mieszkańcy będą mieli gdzie i za co żyć, to zwyczajnie nie będą uciekać. Zostaną tu sami, będą wcześniej zakładać rodziny wychowując więcej dzieci. Tym samym nie trzeba będzie sprowadzać nowych – prawdę powiedziawszy nie wiadomo, jakim sposobem i do czego…

Od autora

Biuro prasowe Urzędu Miasta obawiało się wywoływania niepokojów społecznych opartych na motywie nadinterpretacji cytatu, który przedostał się do mediów społecznościowych. Obawy okazały się niezasadne, bowiem kwestia interpretacji została wyjaśniona. Szeroka odpowiedź autora „Diagnozy” pozwoliła na szersze spojrzenie na kwestię rozwoju miasta – w kategoriach „być – nie być”.

Niech powyższy tekst będzie więc polemiką z autorami „Diagnozy”. Liczę, że żaden z zawartych zapisów nie będzie interpretowany w kategoriach ataku, a będzie przyczynkiem do dyskusji na temat ustroju miasta.

PODZIEL SIĘ SWOIMI UWAGAMI NA NASZYM FANPAGE

A może zainteresuje Cię coś poniżej?