FOTOCZEWA

Serwis fotoreportersko-prasowy. Niezależni, niepoprawni, niepokorni

Miasto

Pacjent pogotowia w serwisie satyrycznym. Śmieszek zwolniony

Jeden z częstochowskich serwisów satyrycznych zamieścił fotografię dokumentacji Pogotowia Ratunkowego zaopatrując go w satyryczny komentarz, a my pytamy: Czy nasze dane są bezpieczne w rękach jego pracowników?

Ambulans Pogotowia Ratunkowego
Ambulans Pogotowia Ratunkowego

Wieczorem 3 stycznia br. w serwisie społecznościowym Facebook na fanpage o tematyce satyrycznej, operującym w realiach Częstochowy pojawił się wpis komicznie przedstawiający zdarzenie z alei Najświętszej Maryi Panny, gdzie 1 stycznia br. nieznany mężczyzna miał przebywać w pomieszczeniu bankomatów. Zdjęcie dokumentacji zaopatrzono komentarzem o treści:

„Zdarzyło się w Nowy Rok

A teraz przyznać się szybciutko, kto zaliczył zgona w ING przy bankomatach.

* Nota z wezwania karetki”.

Wpisowi towarzyszyła fotografia wykonana najprawdopodobniej telefonem komórkowym uwidaczniająca dokumentację zdarzenia. Najprawdopodobniej jest to widok dokumentu wewnętrznego stacji Pogotowia Ratunkowego. Wpis został już usunięty, dlatego nie wymieniamy nazwy serwisu.

Pierwsza linia ratunku

Pomijamy fakt, że dokumentacja znalazła się w serwisie satyrycznym, bo mechanizm udostępniania materiałów w serwisie Facebook pozwala na wiele, jednak aby materiał udostępnić, musi się on najpierw w nim znaleźć, czyli – ktoś musi go załadować. Uprzednio zaś stworzyć. W tym miejscu należałoby się zastanowić: Jak traktowana jest dokumentacja wewnętrzna w instytucji, która niekiedy jako pierwsza ma kontakt z pacjentami wymagającymi szczególnej opieki. Ambulanse Pogotowia Ratunkowego wyjeżdżają do ludzi potrzebujących pomocy przy obrażeniach poniesionych np. wskutek wypadku drogowego, wypadków w domach, czy innych tragedii osobistych, bądź nawet rodzinnych: urazy lub przypadłości zagrażające życiu zdarzają się dzieciom, rodzicom, rodzeństwu, czy małżonkom. Jak komentowane są ich przypadki?

Autor zdjęcia zwolniony

– Fotografia przedstawia fragment dokumentacji medycznej w postaci „Karty zlecenia wyjazdu zespołu ratownictwa medycznego” wytworzonej przez zespół ratownictwa medycznego Stacji Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie – wyjaśniła serwisowi Fotoczewa.pl lekarz medycyny Beata Seweryn, zastępca dyrektora ds. medycznych częstochowskiego pogotowia w odpowiedzi na zadane przez nas pytania.

Chcieliśmy wiedzieć, czy formularz przedstawiony na fotografii jest dokumentem znormalizowanym, czy też indywidualnym opracowanym przez częstochowską stację. Wszak mogło być tak, że dokument wytworzono w Katowicach, dokąd można dodzwonić się korzystając z numeru 112 w dowolnej lokalizacji na terenie województwa, wobec czego nasze podejrzenia dotyczące autorstwa powinny rozszerzyć się na jego obszar. W dużej części potwierdzono nam to przypuszczenie: – Dokumentacja stanowi jednolity wzór określony załącznikiem do rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (…), co oznacza, że jest stosowana przez wszystkie stacje pogotowia ratunkowego w kraju – potwierdziła dyrektor Seweryn. Czy fotografia ta nie pochodzi więc z częstochowskiej stacji? Kto ma dostęp do tych dokumentów?

– Dostęp do dokumentacji medycznej wytwarzanej przez zespoły ratownictwa medycznego, w tym do karty zlecenia wyjazdu zespołu (…), mają osoby udzielające świadczeń zdrowotnych w rodzaju ratownictwo medyczne oraz, NA WNIOSEK, osoby wymienione w art. 26 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta – poinformowała dyrektor Seweryn. Czy można zatem ustalić autora fotografii? Przedstawia ona konkretny przypadek, który miał miejsce konkretnego dnia, który spotkał się z określoną reakcją konkretnej stacji.

– Tożsamość autora fotografii fragmentu ww. dokumentacji medycznej została ustalona w dniu 7 stycznia. Jest nią osoba, która (…) udzielała świadczeń ratunkowych w ramach umowy cywilnoprawnej i z którą umowa ta została rozwiązana w trybie natychmiastowym w dniu 11 stycznia – poinformowała nasza rozmówczyni.

Szacunek dla pacjenta

Każda instytucja mająca kontakt z człowiekiem charakteryzuje się warunkami pracy w dużym stresie. Szczególnie tam, gdzie podmiot pracy jest osobą skrzywdzoną, która rości pretensje do wszystkich, nawet osób udzielających pomocy. Pracownicy chcąc zachować zdrowie psychiczne, a zatem i gotowość działania na stałym poziome, wykorzystują naturalne psychologiczne mechanizmy obronne. Często jest to humor – z punktu widzenia postronnego obserwatora : makabryczny. Jest to również specyficzny żargon, który przyspiesza akt komunikacji (ergo: skraca czas reakcji). Jednak zawsze mechanizmy te zostają wewnątrz. Nikt w takiej sytuacji nie jest urażony, niczyje dobra nie zostają naruszone – poszkodowany otrzymuje należną mu pomoc. Pracownicy poddani stresowi wykorzystujący mechanizmy po zakończonej pracy są w stanie powrócić do normalnego, własnego życia i własnych spraw.

Co jednak, jeśli każdy z przypadków poddany jest publicznemu osądowi, gdzie jest okrojony z informacji dotyczącej okoliczności zdarzenia? Kiedy na przykład osoba leżąca przy bankomacie mogła dostać zawału wskutek stresu, bo hipotetycznie dowiedziała się, że jej ostatnie pieniądze zostały skradzione z rachunku bankowego? Albo np. kobieta leżąca bez bielizny w krzakach została wcześniej zgwałcona i pobita? Końcowy efekt zdarzenia może wyglądać zabawnie, ale niekiedy jego przyczyna może już taka nie być. Czy pracownicy pogotowia mają świadomość przetwarzanych danych, ich wrażliwego charakteru i czy potrafią jeszcze wyczuć tą subtelną granicę między własnymi psychologicznymi mechanizmami obronnymi, a zewnętrzną sferą ich życia?

– Zarówno pracownicy SP ZOZ Stacja Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie, jak i osoby udzielające świadczeń ratunkowych w ramach umów cywilnoprawnych mają świadomość wagi przetwarzanych danych oraz konieczności zachowania ich w tajemnicy – oświadczyła dyrektor Beata Seweryn.

Komentarz autora

Widok zmasakrowanego człowieka, który wciąż żyje i trzeba mu udzielić pomocy, niewątpliwie jest ciężki do zniesienia. Można zrozumieć piętnowane przez niektóre media przypadki określania osoby leżącej per „leżak” (nie dalej, jak dwa lata wstecz w lokalnym wydaniu ogólnopolskiego dziennika), bo oznacza osobę leżącą o nieznanej przyczynie utraty przytomności, co z kolei przekłada się na zadysponowanie takiego, a nie innego zespołu ratownictwa medycznego. Zrozumiałe jest to, kiedy owe „skróty myślowe” wykorzystywane są wewnątrz danego środowiska. Podobnie, jak specyficzne poczucie humoru pozwalające przetrwać kolejny dzień trudnej pracy.

Jeżeli jednak składniki tego środowiska wychodzą na zewnątrz i nadal tam funkcjonują, w dodatku pozbawione oprawy pozwalającej zrozumieć specyficzną składnię, to nie można dziwić się oburzeniu osób postronnych. Za kąśliwym lub cynicznym komentarzem może stać tragiczny przypadek osoby, której wypadek/schorzenie jest tragedią dla jej bliskich. Tym bardziej więc nie ma zrozumienia dla sytuacji, kiedy ów przypadek staje się obiektem prześmiewczej aktywności serwisu satyrycznego. To tak, jakby zapaść, zawał, wypadek bliskiej komuś osoby był obiektem niewybrednych żartów szerokiej publiki – a tak właśnie stało się na początku bieżącego roku.

To dlatego zareagowaliśmy świadomie wykonując zrzuty ekranowe i zabezpieczając pliki źródłowe publikacji satyrycznej. W kuluarach naszego życia funkcjonuje wiele służb, które stykają się z najbardziej mrocznymi stronami życia. Każdy z pracowników tych instytucji ma swoje sposoby, aby po zakończeniu swojej dniówki wrócić do normalnego życia rodzinnego i towarzyskiego. Jednak, jak dotąd, żaden produkt tych sposobów „radzenia sobie ze stresem” nie ujrzał światła dziennego. Dlatego zapytaliśmy, co dzieje się z naszymi wrażliwymi danymi. Okazało się, że to był przypadek szczególny i wyrażamy nadzieję, że nie powtórzy się już więcej. Z kolei pracownikowi zwolnionemu wskutek naszej interwencji dziennikarskiej życzymy szybkiego znalezienia nowej pracy, w której nie będzie poddany dużemu stresowi, na który – jak się okazało – nie był postronny. Wszak częstochowski Powiatowy Urząd Pracy utrzymuje, że bezrobocie w podległym mu regionie maleje (to taka mała cyniczna satyra z naszej strony).

Dla zachowania poprawności dziennikarskiej powinniśmy przynajmniej zapytać o dalsze losy pacjenta. Gdyby jednak okazało się, że to był jeden z hipotetycznych przypadków opisanych wyżej lub faktycznie zgon, to sprawa byłaby bardzo, bardzo niezręczna. Należy więc liczyć, że to była błahostka i nikt nie cierpiał, bo opisana w tekście niefrasobliwość mogłaby oznaczać skrajne odczłowieczenie.